piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział I - Zagadka

To był upalny, słoneczny dzień, chociaż nie zanosiło się na burzę. Promienie słońca stykały się z każdą wodą, którą wystawiło się na zewnątrz, natychmiast powstawała tęcza. Ludzie poczuli magię. Niejedni myśleli, że legendarne wróżki powróciły na Ziemię, jednak to nie było to. Raz na tysiąc lat jest taki dzień, w którym wybiera się księżniczkę uniwersu. Wybór jest, jak to ktoś tysiąc lat temu określił - nieprzewidywalny. A rozwiązanie może okazać się tak blisko...
Siedziała w parku na ławce i przyglądała się wiewiórkom, które gromadziły zapasy na chłodniejsze dni. Jej malinowe, długie i lśniące włosy powiewały spokojnie na wietrze. Na sobie miała asymetryczną, niebieską bluzkę, potargane, krótkie dżinsy przewiązane paskiem i szpilki, które idealnie komponowały się z czarnymi rajstopami. Przyjemnie było jej siedzieć, oglądając przeróżne zwierzęta, rośliny. Raz na jakiś czas wstawała z ławeczki, żeby pochodzić sobie po parku, który był naprawdę ogromny. Musiała kochać zwierzęta. Niejednokrotnie przysiadywała przy drugiej ławie nieopodal fontanny, żeby poobserwować, jak woda strumieniami płynie w dół. Zawsze ciekawiło ją, jak to jest, że woda jest taka przejrzysta i daje uczucie lekkości. Niedawno skoszona trawa miała silny aromat, unoszący się w powietrzu. Chciałoby się tam siedzieć cały dzień. Przyjemna atmosfera, brak wszelakich znaków życia ze strony innych ludzi.
A była pół dnia w tym odludnym parku, to i jakieś dwie matki z dziećmi się natrafiły, bo w końcu żyła w wielkim mieście, więc chociaż niewiele osób wiedziało o istnieniu tego tajemniczego miejsca, niektóre persony były częstymi gośćmi tutaj.
W pewnym momencie poczuła się nieswojo. Miała takie uczucie, jakby ktoś ją obserwował. W jednej chwili została oślepiona dziwnym blaskiem. Zrobiła kilka, niewielkich kroków, a nagle w jej dłoniach pojawiła się jeszcze dziwniejsza księga, której okładka ozdobiona różnymi rodzaju złotymi zawijasami, jednym, fioletowym kryształem centralnie na środku i swoją grubością, sprawiała wrażenie, że warto do niej zajrzeć.
Dziewczyna nawet nie pomyślała, że otwarcie tej księgi może nieść za sobą różne konsekwencje, takie jak eksplozja tegoż przedmiotu (kto wie, wszystko się może zdarzyć) albo po prostu jakaś bardzo poważna szkoda. Pomyślała sobie, że nic jej nie zaszkodzi i bez namysłu otworzyła księgę. Sama książka z zewnątrz była piękna, a w środku to kompletne cudo zdobione różnymi starodawnymi wzorami. W oczy rzucał się tekst, którego było na tyle dużo, żeby poświęcić na czytaniu jednej strony jakąś połowę życia przeciętnego człowieka. I to nie przesada - po pierwsze, trzeba by było rozszyfrować czcionkę, napisaną tak drobnym maczkiem, że przez najlepszej jakości szkło powiększające, nie dałoby rozczytać się w zapiskach, ponadto wyglądało to na inny język i inny alfabet. Ilustracji było dużo, tekst ładnie prezentował się przy nich, równo otaczając obrazy z każdej strony. Jedynie nagłówki można było rozczytać - jeden z nich to Królowa Śniegu, drugi zaś to Mityczne Drzewa Linphijskie, a trzeci to Calineczka. Wyglądało na to, że książka ta to niemały zbiór wszystkich baśni, bajek, legend. Niepokoiła jednak ilustracja na stronie pięćdziesiątej czwartej. W oczach dziewczyny uszła za bardzo straszną, szybko jak nigdy dotąd zamknęła księgę i chciała jej już nigdy nie otwierać. Ale pokusa ponownego otwarcia zagadkowego zbioru legend była silniejsza niż sama malinowowłosa. Postanowiła jak najszybciej zadzwonić do jednej ze swoich przyjaciółek. W sumie wiedziała, co to za siła, która oddała mityczną księgę w jej ręce. Zamykając książkę, spojrzała jeszcze raz na okładkę. Tym razem można było dostrzec wielki, zdobiony jak większość rzeczy tutaj napis: "Legendarium". Bez wahania wyjęła swój telefon komórkowy i wybrała kontakt "Sara".
- Hej! Mam dość dziwną sprawę. Mogłabyś to zbadać? - zapytała dziewczyna.
- Cześć, myślę, że tak - odpowiedziała Sara, po czym dodała - A cóż to takiego ważnego, Harmonijo?
- To nie jest rozmowa na telefon, po prostu przyjedź, okej?
- Już przyjeżdżam - i skinęła głową, ale Harmonija zapewne tego nie widziała.
Usiadła ponownie na ławce. Tym razem zwierząt już nie było. Zrobiło się ciemno, pojawiły się silne, czarne i przerażające chmury. Miało nie zanosić się na burzę, ale... Ale ta burza nie była spowodowana zdaniem Matki Natury. To coś silniejszego, jakaś czarna magia. Przytłoczyło ją. Do tego źle umiejscowiła nogę i złamała szpilkę.
- Cholera! - krzyknęła.
Pomyślała, że to jeszcze nic straconego. Teraz zmieniła się w zwykłą, miejską dziewczynę. Miała kolorowe legginsy, bluzka została ta sama, były też trampki, a jej włosy trochę się skróciły.
- Tak lepiej! - zauważyła Harmonija.
Chwilę potem można było dostrzec Sarę, która mimo, że była daleko, biegła dość szybko i zaraz była już na miejscu. Blondynka była ubrana w szkolny mundurek: białe rajstopy, niskie szpilki, czarną spódniczkę i niebieską bluzeczkę w kratkę. Głowę zdobiła jej różowa opaska.
Zauważyła, że Harmonija się przebrała i nie zdziwiło jej to. Od zawsze wiedziała, że Harmi (bo tak ją zwała) woli wygodniejsze ciuchy. Wyglądało na to, że mają jakąś nową misję, tak więc Sara też postanowiła się "przebrać" w podobne ciuchy do tych Harmoniji. Ona też wolała swobodę. Ta energia, dzięki której przebrały się, to magia, nic innego jak magia. Kim są? Tajemnica. A jeśli jest owa Tajemnica, to jest też owa osoba, a mianowicie Ignis. Dziwaczna kobita, nikt jej nie kuma i kumać nie będzie, ponieważ ma swój dziwny tok myślenia. Zakapturzona pojawiła się tuż za dziewczynami. Podbiegła do jednej z nich, a następnie zaczepiła ją.
- Siemka! Słyszałam, że jest tutaj jakiś sekrecik, a ja sekreciki uwielbiam. Więc? - zagadała.
- Ale że jak? No, mamy taki dziwny występek, bo... - zająknęła się Harmi.
- Bo?
- No właśnie, bo? Ja w końcu nie wiem, dlaczego się tutaj znalazłam - odpowiedziała Sara.
Harmonija podeszła do ławki, na której była sekretna książka. Kazała się im odwrócić, powiedziała, że to niespodzianka. Ale Ignisa poczuła tą ogromną moc na plecach, a że była uczciwa, postanowiła nie odwracać się, póki Harmonija nie pozwoli.
- Możecie się odwrócić!
Ignis stanęła jak wryta. Legendarium zaginęło dawno temu i jest to książka, której mocy nigdy, ale to nigdy nie zbadano.
- Chwila... - powiedziała Ignis nie dowierzając jeszcze - czy to jest Legendarium?!
- No tak, niedawno ukazał się mi taki napis, więc... A i nie wiem skąd się wzięło, po prostu naraz pojawiło mi się na dłoniach - rzekła Harmonija.
- Hmmm... W sumie - odparła Ignis i nie dokończyła, ponieważ nagle kryształ zaczął jasno świecić. Wszystkie trzy poczuły się w niebezpieczeństwie, i to była prawda, bo naprawdę się w nim znalazły. A jak Ignisa czuje się w niebezpieczeństwie, odruchowo się przemienia - i tak też uczyniła. Jednym ruchem ręki zrzuciła z siebie kaptur. Wszystkich oślepił niesamowicie jasny blask, ale tylko przez chwilę. Oto i potężny Enchantix - jej transformacja akurat składała się z żółtej wstążki, oplatającej błękitną, falbaniastą, czterowarstwową (warstwa błękitna, seledynowa, o kolorze jednym z ciemniejszych odcieni zielonego, zielona) sukienkę pod biustem, wstążek na nogach i dwóch tiar: jedna bardziej królewska, druga spinająca włosy w kok, z którego wychodził przepiękny kłos. Wyrosły jej skrzydła; z kolorami niebieskimi, zielonymi i żółtymi.
Przetarła pot z czoła i powiedziała:
- Sorki! Zawsze tak mam, ale na wszelki wypadek lepiej się przemieniać...
- Jak tam sobie chcesz - odparła Sara, po czym dodała - ja wolę zachować siły.
- No coś Ty! Wow, zawsze chciałam tak wyglądać! Rozumiem, że jesteś czarodziejką - nagabnęła Harmonija.
- A jestem, ale pogadamy sobie kiedy indziej. Nie bez powodu się przemieniłam, prawdopodobnie coś nam zagraża - wyjaśniła Ignisa.
- Bo wiesz, my też mamy moc. Nie jesteśmy gorsze, ale nie posiadłyśmy jeszcze ostatecznego stopnia... Aktualnie nasz poziom to Charmix, dążymy do Enchantixu - objaśniła Sara.
Po tej rozmowie znowu się ściemniło. Ostatecznie zrobiło się tak ciemno, że nikt nie potrafił dostrzec czubka własnego nosa. Jedynym źródłem światła była Ignis.
- Rany, ale się ściemniło - powiedziała Ignisa.
- Zauważyłam! Faktycznie coś nam grozi, tutaj, na Ziemi rzadko zdarza się coś takiego - kontynuowała Harmonija.
Nastąpiła cisza. Było tak zimno, że można by nagrzać całą planetę do stu stopni Celsjusza, a i tak byłoby z minus trzydzieści, oczywiście - tak wyolbrzymiała Harmonija.
- Nikt nas nie atakuje, a rzekomo nie jesteśmy bezpieczne... - zauważyła Sara.
- ...Bo nie jesteście.
Wszystkie trzy zlękły się. Każdej do głowy przychodziła myśl: "kto... kto to powiedział?!".
Po kilku sekundach zza krzaków wyłoniła się dziwaczna postać. Cała na czarno, ubrana w czarne legginsy, płachty i bluzę z kapturem, i to taką, jakby na wiedźmę przystało. I to faktycznie była wiedźma. Agahah, postrach wszystkich mieszkańców dawnej Caleanii. Wiedźma z mocą nietypową - "aha". I tu chodzi o takie obojętne "aha". Zgadłeś - posiada obojętność absolutną i nie obchodzi ją zupełnie nic. Nic, a nic. W takim razie, dlaczego atakuje dziewczyny? A no dlatego, że... Wróć. Nie, to zostanie zagadką, o.
W tym momencie dziwna postać bardziej dziewczyny rozśmieszyła niż przestraszyła.
- No nie - rzekła - czemu mocne wejście nigdy mi nie wychodzi?! - po czym dodała - w każdym razie, jestem tutaj po to, żeby odebrać pewną książkę dla mej Pani. A wy dokładnie wiecie, która to, co nie?
- Tak, wiemy, ale skoro tak o nią zabiegasz, to nie licz na to, że ci ją oddamy - odparła z charakterystycznym kamiennym wzrokiem, Ignis.
- W takim razie poznajcie gniew Driady Aha! - a w tym momencie zrobiło się już strasznie.
Harmoniji i Sarze zaczęły stukać zęby z przerażenia. Na szczęście w porę wypowiedziały słowa "Charmix" i szybko przemieniły się w czarodziejki. Harmonija ubrana w zgrabną, błękitną bluzkę, spódniczkę również błękitną (a pod spodem druga różowa spódniczka), różowe buty z błękitnymi koturnami. Miała niebieską tiarę na głowie, a ciemny pasek idealnie współgrał z jej strojem. Zresztą zawsze idealnie współgra, ona nie nosi strojów, które nie współgrają z paseczkiem. Włosy spięły się w kitkę, a skrzydła przemieniły (a właściwie pojawiły, mniejsza) się w coś w rodzaju trójkąta z powyginanymi bokami. Sarze natomiast przemienienie się w takiej ciemności nie sprzyjało - zaczęła słabnąć i w końcu upadła.
- Aaaa... Sara, nie umieraj! - krzyknęła Harmonija.
- Czemu zasłabła? - zapytała Ignisa.
- Jest czarodziejką aniołów, najwidoczniej coś wchodzi w drogę jej mocy... - odparła różowowłosa.
Agahah tymczasem wyjęła szpony i swoim mocarnym ramieniem (prawie) zraniła Ignis. Bo przecież jej nie można zranić. Ignisie na dłoni pojawiła się magiczna kula, którą ugodziła Agahah w brzuch. Odepchnęło wiedźmę.
- Ha, szach-mat! - krzyknęła Ignis.
- Ej, uważaj! - i Harmonija stratowała nadchodzącą drugą wiedźmę, która zbliżała się w kierunku Ignis.
- Uff, dzięki!
Cały ten harmider był nie do zniesienia. Sara "umierała", a Ignis i Harmonija walczyły z coraz to nowszymi wiedźmami.
- Podajmy sobie ręce! - zawołała Harmonija.
Jak poprosiła, tak i uczyniły. Wzięły też Sarę - wreszcie przezwyciężyła mrok i przemieniła się.
Ogromna, ognista kula wyłoniła się z trójkąta, który utworzyły czarodziejki. I ta olbrzymia kula uderzyła w całą zgraję niewdzięcznych istot. Wygrały? Pomyłka.
Agahah zaśmiała się, nietknięta ani w centymetrze, po czym dodała: "tylko na tyle was stać?" i szyderczo uśmiechnęła się. Nagle zza fontanny można było dostrzec bardzo jasny blask. Znowu nastąpiło oślepienie. Po otworzeniu oczu wróżek, wiedźmy już nie było.
W pewnym momencie wyszła stamtąd jakaś jasna postać, ale dziewczyny nie zdążyły się jej przyglądnąć.
Zasnęły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz